Aleksander Rowiński - WPN-owi na drogę.
Od wielu lat moim hobby jest zbieranie pierwszych numerów czasopism oraz zapowiedzi powoływania nowych edytorów. Kolekcja urosła do kilkuset eksponatów. Upływający czas przemienia je w okazy niezwykłe. Po błyszczących lakierem wypasionych miesięcznikach, już po pół roku nie ma śladu, niekiedy, bywało, daremnie wyczekiwało się na drugi numer. Pierwszy numer gazety obiecującej bógwico, w toku pełzającego istnienia w kontynuacji przypominał rozbieganego barana, który odłączył się od kierdla. Ubogie acz chędogie pisemka ekstremalne, potrząsające przeróbkami różnych manifestów zużytych w przeszłości, z reguły żywot miały motyli - barwny w formie i mało produktywny w treści.
Moja kolekcja i pierwsza refleksja: jaka to nawałnica nazwisk i osobowości przelała się przez początkowe istnienie mnogości czasopism i edytorów. Ile z nich znikło jakby bez wieści, innych trzeba szukać tam i siam.
Z wieloletniej obserwacji tego istotnego galimatiasu badacze bądź uczeni swoimi narzędziami poznania z pewnością mogą ustalić jakieś prawdy, lub - co częstsze - prawdy częściowe, aspekty historyczne, polityczne, etc. Ja natomiast, wielokrotny uczestnik zawiązywania, powoływania, kreowania (i co tam jeszcze) nowych produktów w prasie, telewizji, radiu, wydawnictwach, jedno wiem na pewno: twory wspólnoty szczerej ideowo, zdeterminowanej misją niesienia dobra, misji płynącej z szlachetnych intencji, nie mają łatwego życia i niezagrożonej przyszłości.
Czy jednak uda się komu dotrzeć do tak różnych prasowych i edytorskich fenomenów?... Do wielkiej tajemnicy. Tajemnica ta pozwala pojąć fenomen często wprost porywającego skupiania się odbiorców przy nadawcy. Wspomnę najbliższe mi przykłady.
Fenomen "Po prostu": rodząc się tygodnik wzbudził falę nadziei i oczekiwań milionów Polaków. Pamiętam te pokoje redakcyjne, gdzie brakowało krzeseł, siadano na stołach, na podłodze - przewijały się dziesiątki młodych ludzi o otwartych głowach i sercach. O myślach nieskażonych i zamiarach czystych. Szybko ich wymieciono.
Fenomen "Przemian" - to pierwsze w historii śląska czasopismo społeczno-kulturalne, odkrywające duszę tego regionu. Podnosiło z klęczek obywateli "Czarnego Śląska" - eksploatowanych górników stłamszoną inteligencję i Ślązaków zepchniętych w kąt Ojczyzny.
Tygodnik szybko zyskiwał dziesiątki tysięcy czytelników. Niewątpliwie odebrali oni przesłanie twórców pisma - uczciwość. Kilku funkcjonariuszy partyjnych wsadzonych do zespołu, zostało zmarginalizowanych. Uczciwość i dyspozycyjność partyjna starły się ze sobą. Ale też skutek był taki, że byt pisma po niespełna dwu latach istnienia, przerwany został z dnia na dzień.
Fenomen "Przeglądu Tygodniowego". Pismo powstało podczas stanu wojennego. W tym okresie Polacy w czasie nadawania głównego wydania wiadomości TV wychodzili na spacer. W kioskach gazetowych leżały nie rozpakowane dostawy "Trybuny Ludu" i "Polityki".
Przy tym bojkocie mediów nakład "Przeglądu Tygodniowego" szybko przekroczył sto tysięcy. Przekazywane treści które to spowodowały, o uruchomiły partyjne sito i skończył się w tym piśmie czas dla polskich patriotów.
Mamy rok 2007, minęły lata od wspomnianych tu fenomenów. I oto pojawia się nowe wydawnictwo o nazwie będącej ożywczym powiewem z naszych pól i łąk, wobec wyziewów zanieczyszczających powietrze od Tatr do Bałtyku. Wydawnictwo dobitnie definiujące stan i potrzeby frontu obrony zagrożonych wartości Rzeczpospolitej. Zjawia się jak lekarz wezwany do chorego - w porę.
Przyjazne życzenie WPNowi: Wszelkiej pomyślności! Lekko nie będzie. Obecne czasy zdawać by się mogło luksusowe dla twórców ideowych, paradoksalnie stały się równie trudne jak ongiś. Kwitnie i owocuje dyspozycyjność wymagana od redaktorów i edytorów, a spychanie na margines myśli niezależnej trwa w najlepsze. Po jednej stronie stanął kapitał, po drugiej uczciwość.
Na koniec życzenie: aby WPN przetrwało po wieki wieków, w tej nierównej walce.
Aleksander Rowiński
Reporter, pisarz, wydawca, prezes Oficyny Literatów "RÓJ"
Aleksander Rowiński był dziennikarzem "Dziennika Zachodniego", "Przemian", "Prawa i Źycia", "Źycia Literackiego", "Kultury", "Kontrastów". W latach 1982-1983 był redaktorem naczelnym "Przeglądu Tygodniowego". Dużą popularność przyniosły mu książki reportażowe: "Zygielbojma śmierć i życie", "Dreszczowce zamku Dunajec", "Przeklęte łzy słońca", "Szpakami karmieni" i inne - a także "Pan Zagłoba". Jest autorem scenariuszy filmów: Krótkie życie (1976), Inkowie w Polsce (2005).